O CHUSTONOSZENIU OKIEM ŻÓŁTODZIOBA

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone

 

od góry: Nati Fuego kółkowa; LL zmierzch bawełna/bambus 5,2, Nati Norway 4,6; LL Sowy Bubo brąz/beż 3,6

Okiem żółtodzioba i na dodatek trochę z przymrużeniem tego oka.

Bo ten post będzie niby po polsku, a jednak jak by nie do końca. Będzie w chustoslangu, a ja będę mieć okazję użyć mojej ukochanej kursywy jeszcze więcej niż zazwyczaj…

***


Każda chustowa historia jest inna. O naszej już pisałam tu. Jednak tak na prawdę, bez względu na to skąd, od kogo i  kiedy dowiadujemy się o istnieniu chust, bez względu na powód z jakiego po chustę sięgamy: płaczące nieodkładalne dziecko, idea rodzicielstwa bliskości, fascynacja przekazana przez zaprzyjaźniona chustomamę, jeden element jest zazwyczaj wspólny.


Zaraz po pojawieniu się w domu pierwszej chusty i pierwszym motaniu, przychodzą wątpliwości, pytania, ciekawość, chęć dowiedzenia się więcej. Zaczynamy więc szukać informacji. Guglujemy i w 0,23 sekundy (autentyk – sprawdziłam) trafiamy na jedno z chustowych forów, chustoblga, tudzież chustogrupę na fejsie.

Ja też zaczęłam szukać i też w takie miejsca trafiłam. Jakieś 3 miesiące temu. Od tego czasu z wypiekami na twarzy codziennie wieczorem, zaraz po położeniu Juniora spać, zasiadam przed komputerem, żeby przeczytać nowe posty.  I muszę się przyznać Wam szczerze, że dopiero niedawno, zaczęłam mniej więcej rozumieć co te dziewczyny w ogóle piszą…

Takiej chustonówce często bowiem, ciężko jest zrozumieć zaawansowane chustocholiczki. Do zrozumienia samego języka przydałby się słownik, ale na zrozumienia chustoświrstwa jako takiego, potrzebny jest chyba po prostu czas.
Bo tam nikt nie ma jednej szmaty za 150 złotych,  tam większość ma cały stosik. A w stosiku okazy po 300 i po 500 i droższe, bo górnego pułapu cenowego chyba nie ma. Złamany pasiak idealny jest na początek i choć niektórym wystarcza, większość w pewnym momencie idzie o krok dalej. Apetyt rośnie w miarę motania, a im dalej w chustolas, tym niestety robi się drożej. A stosik rośnie. Potrzebna jest krócizna na plecak, bambus dla noworodka, szmatan z konopiami co poniesie słonia dla starszaka, len na lato, jakiś klasyk od Didka, coś w rozmiarze 6 na DH, kółkowa na szybkie wyjściano i mile widziane coś unikatowego z najnowszego wypustu. Najbardziej w tym niesamowity jest dla mnie fakt, że te właśnie drogie i pożądane chusty nie są wcale dostępne zawsze i wszędzie. Trzeba je łapać w onlajnowych sklepach po znikają w ciągu kliku minut, tudzież ustawiać się w wirtualnych kolejkach na forumowych bazarku.
Co wytrwalsze chustoholiczki, kupują HW, szukają też legacy wrap swoich chuściochów, nawet jeśli są HTF. Są mamy, kóre kochają babywearing jako taki, i oprócz chust, mają też stosik nosideł ergonomicznych, w którym prym wiedzie na przykłąd Tula WC. Są takie tylko chustowe.
Jeden element się jednak powtarza: taki osobisty stosik rzadko kiedy bywa skończony i  kompletny, a chustomama rzadko odczuwa prawdziwy stashisfaction. Zawsze jest jakiś chustogadżet do kupienia: nerka szyta z chusty wartej kilkaset złotych, buty ocieplane dla chuściocha, korale-gryzaki, kurtki i polary dla dwojga. 
Zawsze jest jakieś ISO

I kurczę, jak tak sobie siedzę, głaszczę te moje albo tylko cztery chusty, nawet im zdjęcia porobiłam, w końcu dziś jest SSS i trochę w kompleksy wpadam. Bo tak oglądam te cudze stosy piętrzące się pod sufit i z jednej strony się zastanawiam po co komu to wszystko i choć nie zwykłam ludziom do łóżek i portfeli zaglądać, skąd pieniądze na to wszystko. Przecież Juniorowi obojętne w czym go noszę, byle być blisko. Przecież ważne jest że się nosimy, a nie w czym się nosimy i tak naprawdę każda następna chusta, nie jest już dla niego – tylko dla mnie. Dla mamy. Ale z drugiej strony podziwiam te szmatki i zazdroszczę. Bo piękne są. I fascynuje mnie ten świat i wciąga mnie niesamowicie. 

Każda kobieta o czymś marzy: o nowej torebce, o nowych butach, nowej szmince, czy o nowym różowym smartfonie…
Czy to naprawdę źle że jak marzę o nowej chuście?
I walczę w konkursach o chustę przeróżnych i próbuję się wymieniać i kombinuję, co by tu ze stosiku sprzedać, żeby upolować coś nowego… i zapisuję się na testy wszelakie, żeby chociaż coś nowego pomacać.

 

 

***



Wszyscy, wszystko zrozumieli?

W razie wątpliwości, przedstawiam mój autorski słownik chustoslangu:


bambus / len / konopie i inne (jedwab, wełna itp.) – domieszki do bawełny, z której zrobione są chusty. Jest ich tyle, że chyba jeszcze nie słyszałam o wszystkich, a każda ma inne właściwości. Grzeje lub chłodzi, daje siłę lub delikatność. No i dodaje prestiżu… A cena rośnie…

babywearing – z angielskiego noszenie dziecka: w chuście, nosidle
chustonówka – nowa, niedoświadczona, początkująca chustomama
chustoswirka / chustoholiczka – zdecydowanie osoba wciągnięta w chustonoszenie i kolekcjonowanie chust
chuścioch – drogocenna zawartość chusty, czyli dziecko noszone w chuście. Junior na przykład. 
DH – (ang. double hammock) jedno z wiązań na plecach, tak zwany plecak z kieszonką
didek – a właściwie Didymos. Niemiecka firma tkająca chusty – z tego co zdążyłam się zorientować – kultowa. Producentó chust jest całe mnóstwo. Jedne są postrzegane jako mierne lub przeciętne, inne jako stosunkowo tanie, ale zadowalające, inne jako absolutnie ekskluzywne.
fluffy mail – przesyłka zawierająca chustę
HTF i VHTF (ang. hard to find / very hard to find) – unikaty i absolutne unikaty, utkane po kilkadziesiąc, kilkanaście, a nawet kilka sztuk!
HW (ang. hand woven) – chusty ręcznie tkane
ISO i DISO – (ang. In search of / despreat in search of) czyli chustowe chciejstwo, to czego akutualnie się pragnie i poszukuje, czasem desperacko i za wszelką cenę.
krócizna – znaczy krótka chusta. Chusty tkane mają różne długości, tak zwane rozmiary. Żeby było łatwiej, to różni producenci, różnie te rozmiary nazywają, dla przykładu:  2/270cm, 3/320cm,   4/370cm/XS,  5/420cm/S, 6/460cm/M,  7/520cm/L. Długość zależy od tego jakie wiązanie chcemy zrobić i jaki nosimy rozmiar. Aaa i jeszcze w różnych latach, nawet ta sama firma, w tym samym rozmiarze robiła chusty o różnych długościach (+/- nawet 20 cm). Do tego chusty miewając chusty albo frędzle… Nadążacie? :)
legacy wrap – czyli z angielskiego chusta dziedziczna / niesprzedawalna, zazwyczaj używane w kontekście chusty która swój wypust miała w dniu urodzin dziecka.
nosidło ergonomiczne – tak zwane nosidło miękkie, w odróżnieniu od wisiadeł, zapewnia dziecku fizjologiczną pozycję żabki, dając jednocześnie wsparcie dla kręgosłupa, już o tym pisałam tu.
motanie – zawijanie, wiązanie i upychanie chuściocha w chuście, czyli po prostu robienie wiązania, zakładanie chusty. 
OTW – (ang. on the way) znaczy chusta już upolowana, opłacona i w drodze. Pozostaje czekać na chustonosza z flufy mail
stashisfaction – (ang. stash satisfaction) czyli poczucie pełności i satysfakcji płynącej z posiadanego stosika
SSS – (ang. stash shot saturday) w każdą sobotę chustoświrki pstrykają zdjęcia swojej kolekcji, swoim chustom i nosidłom i puszczają te fotki w Świat.
stosik – (ang. stash) czyli posiadana kolekcja chust
szmata – chusta (to bynajmniej nie jest określenie negatywne, raczej pieszczotliwe :)
szmatan – naprawdę mocna i nośna chusta
Tula – klasyczne nosidełko ergonomiczne, więcej o firmie i o nosidłach tu
WC – (ang. wrap conversion) czyli nosidło uszyte w chusty, w całości lub częściowo.
wiązanie – sposób zamotania chusty. Za czasów elastyka myślałam że istnieje jedno uniwersalne, na konsultacji zobaczyłam 5, a teraz okazało się że to tylko wierzchołek góry lodowej. Totalny zawrót głowy…
wypust – moment początku sprzedaży danej chusty. W przypadku chust nie ze stałej oferty, tylko tak zwanych limitów, które choćby przez fakt ekskluzywności są zazwyczaj mocno pożądane, bywa też tej sprzedaży końcem :) Kilka dni wcześniej producent zapowiada wypust; konkretny dzień, konkretna godzina i miejsce. Zainteresowani, choć bardziej obrazowe i adekwatne będzie: zainteresowane, zasiadają przez komputerem i odświeżają co chwilę stronę sklepu, żeby taką chustę złapać. A chusty te, mimo cen zaporowych (jak dla mnie) przelatują tylko przez ekran z prędkością światła i po minucie jest już po wszystkim. Rozdrapane.  


 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

  1. Autor: Magda

    Odpowiedz

  2. Autor: Justyna Sz

    Odpowiedz

  3. Autor: kejt

    Odpowiedz

  4. Autor: Ola D.

    Odpowiedz

  5. Autor: Zuzi Clowes

    Odpowiedz

  6. Autor: Klaudia

    Odpowiedz

  7. Autor: M

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Obraz CAPTCHY

(wymagany)