KRÓTKA HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone

Dwa miesiące temu, kiedy o akcji #kochamzapinam nie było jeszcze słychać, ba, nie wiem nawet, czy jej zarys, był już w głowach, jej pomysłodawców, jechałam razem z Juniorem i jego Tatą samochodem. Nie pamiętam dokładnie dokąd się wybieraliśmy, zresztą to bez znaczenia. Pamiętam za to, że na wjeździe do Warszawy był okropny korek, spowodowany wypadkiem z udziałem autokaru i kilku aut. Był chyba poważny. Staliśmy w nim ponad półtorej godziny. Junior się niepokoił, kręcił, wiercił i marudził. Wspinałam się na wyżyny swoich wokalnych umiejętności, śpiewając po raz pięćsetny Fają farmę dziadek miał, ijaijao, oraz wymyślając coraz to nowe zwierzątka jakie mógł na niej hodować, bo tylko to Juniora zajmowało choć na chwilę. Robiliśmy przerwy w śpiewaniu na szukaniu mamy noska i pokazywaniu gdzie Junior ma oczka, stópkę, a gdzie łachotki, klaskanie i przybijanie piąteczek, tylko po to by po chwili znów powrócić do piesków hałhał i kotków miałmiał.  Śpiewanie musiało być coraz głośniejsze, a łaskotanie coraz bardziej zamaszyste. Mimo wszystko okresy kiedy jedna zabawa wystarczała na zabicie Juniorowej nudy, skracały się dramatycznie, więc żonglerka animacjami na tylnej kanapie osiągała poziom ekspert.

I choć nie myślimy o tym przecież na co dzień, bo byśmy zwariowali, to jesteśmy śmiertelni. Przykra ta myśl i bolesna, ale jednak prawdziwa. Wypadki się zdarzają, a samochód jest statystycznie najniebezpieczniejszym środkiem komunikacji. Do mnie przychodzą takie refleksje, właśnie wtedy, kiedy słyszę, czytam, czy szczególnie kiedy widzę na własne oczy wypadek i jego skutki. Kiedy mijamy miejsce zdarzenia i połowa rodaków z ciekawością wygląda przez okna swoich samochodów, ja po raz setny sprawdzam zapięcie pasów Juniorowego fotelika. Tak mam. A wyjęcie go z niego, choćby nie wiem jak płakał i marudził, jest chyba ostatnią rzeczą o której bym pomyślała. Śpiewanie i wygłupy – tak. Zjechanie gdzieś i zrobienie przerwy – tak. Odpięcie pasów – nigdy.

Tym bardziej, bardzo się zdziwiłam, kiedy po wyjechaniu z korka, jechaliśmy przez chwilę równolegle do innego auta, gdzie na tylnej kanapie, oprócz pustego fotelika samochodowego, zobaczyłam … matkę z malutkim dzieckiem na kolanach.  Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co nią kierowało. I to nie jest raczej kwestia braku mojej wyobraźni, tylko zdecydowanie jej!

Na światłach, również zatrzymaliśmy się obok siebie. Tata Juniora otworzył szybę i próbował wytłumaczyć kierowcy, jakie stwarza zagrożenie dla własnego dziecka. W odpowiedzi usłyszał gdzie sobie może pójść, oraz co i gdzie sobie może wsadzić. Zadzwoniłam na 112. Podałam markę, numer rejestracyjny i kierunek w którym jadą. Dyspozytorka obiecała interwencję. Mam nadzieję że tak się stało. Ze względu na tamto Dziecko.

#KochamZapinam

podpis1

A Wy jak byście zareagowali? Dzwonienie na policję, to Waszym zdaniem obowiązek czy przesada?

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

  1. Autor: Gosia

    Odpowiedz

  2. Odpowiedz

  3. Autor: Edyta

    Odpowiedz

    • Autor: Mama Juniora

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Obraz CAPTCHY

(wymagany)