#KOCHAMZAPINAM

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone

Tak się składa że zanim zostałam Mamą Juniora, pracowałam w branży dziecięcej. Zajmowałam się na co dzień, między innymi, sprzedażą fotelików samochodowych. Bardzo tę pracę lubiłam. Choć bywała ciężka i wyczerpująca (fotele potrafią ważyć nawet ok. 16 kg), to była też bardzo wdzięczna i przyjemna. Generalnie, mając wiedzę, narzędzia, cierpliwość i odpowiednie podejście, można by powiedzieć że sprzedaż foteli samochodowych nie jest trudna. Dla mnie schody zaczęły się dopiero wtedy, gdy zaczęli przychodzić, dzwonić i pisać do mnie znajomi. Znajomi bliżsi, znajomi dalsi i znajomi znajomych. Wszyscy Ci, znając mój fach, prosili o radę. Przynajmniej pozornie, bo często tak na prawdę oczekując nie rady, ale tego, że to ja podejmę tę decyzję za nich. To jest trudne. I niesamowicie odpowiedzialne. Bo to jest arcyważna decyzja.

Tak, więc, ja Wam dziś nie chcę dać jednej, jedynie słusznej odpowiedzi, jaki fotelik samochodowy kupić. Chcę Wam tylko zasygnalizować parę kwestii i faktycznie poradzić, na co zwracać uwagę. Podstawowa rzecz, to świadomość, iż Wasza decyzja, jaki fotel samochodowy kupicie i jak go będziecie używać, może zadecydować o zdrowiu i życiu Waszego dziecka.

Po pierwsze: oznaczenia i testy.

Homologację Unii Europejskiej (R44/03, R44/04 lub I-size) fotel mieć musi, reszta oznaczeń to są dodatkowe, nieobowiązkowe, niezależne testy (ADAC, OEMTEC, Test+, ANWB, AA Trust).

ECE R44/04 to homologacja UE, dopuszczająca dany fotelik do sprzedaży, tak więc wszystkie fotele sprzedawane w Polsce muszą ją posiadać. Aktualny, siódmy suplement do tej normy, obowiązujący od marca 2015, jest na poziomie porównywalnym z zeszłorocznymi testmi ADAC. Niestety wcześniej, testy jakie musiał przejść fotel, były raczej odzwierciedleniem szkody parkingowej, niż realnych warunków kolizji drogowej, niskie prędkości, brak testów na zderzenia boczne i dachowanie, więc jeśli fotel został wyprodukowany, ponad 9 miesięcy temu, sama homologacja ECE R44/04 niewiele nam o bezpieczeństwie powie. I o ile testy dla nowych foteli, muszą być uaktualniane co roku,  o tyle problem pojawia się w przypadku fotelików używanych i z drugiej ręki. Nadal można legalnie (co nie znaczy bezpiecznie), używać fotele z homologacją R44/03, natomiast używanie fotelika z homologacją R44/02 i R44/01 jest zabronione od 7 lat, jeśli więc chomikujecie od dawna,  jakiś fotel na strychu czy w piwnicy po starszaku, proponuję wynieść go prosto na śmietnik.

Najpopularniejszy i chyba najbardziej rozpoznawalny z testów niezależnych, z całą pewnością jest ADAC. Ogólnie mówiąc, powyżej 3 gwiazdek ADAC jest sens o danym fotelu myśleć, aczkolwiek nie wszystko co gwiazdki ADACowe ma, jest super, hiper i  bomba i nie wszystko z kolei, co ich nie ma, jest z założenia złe. Dobrze testy ADACa poczytać, a nie tylko pooglądać gwiazdki, bo dopiero jak się tam głębiej pogrzebie, widać jak fotel faktycznie wypadł na testach bezpieczeństwa, a nie ile dostał uśrednionych punktów, gdzie wygoda montażu czy łatwość czyszczenia tapicerki, jest traktowana na równi z bezpieczeństwem.  Dodatkowo normy ADACa zmieniają się z edycji na edycję, cztery gwiazdki więc, często czterem gwiazdkom nie równe, a czasem i pięć  (z 2009), jest mniej warte niż trzy z 2015. Niestety, jest to temat tak zawiły, na jaki wygląda.

Po drugie: dopasowanie.

Do dziecka i do auta. I tu bym właściwie mogła skończyć, ale podam przykłady. Często słyszałam w pracy od klientów: Poproszę taki fotel, ten no, z tej firmy znanej i lubianej, bo szwagier go ma i jest zadowolony. No może i jest. Skoro jego dziecko, w jego samochodzie siedzi w nim wygodnie i bezpiecznie, to super! Tylko że dzieci są różne. Drobne albo pulchne, mają krótkie nogi albo bardzo długie. Fotele dla odmiany mają różny zakres regulacji pasów i zagłówków. Auta z kolei, są 5 i 3 drzwiowe, drzwi te są różnej wielkości i otwierają się na różną szerokość, co determinuje sposób i wygodę montażu.  Fotele przednie można odsunąć na różną odległość. Kananpy są różnej szerokości i głębokości. Samochody mają różne standardy Isofixu (tak, Isofix ma standardy!) lub nie mają go wcale. Miewają schowki w podłodze, tunele środkowe z tyłu, różne miejsca mocowania Top Tethera. Mam wymieniać dalej? Trzeba mierzyć i już.

Po trzecie: Ty.

Tak jak w większości dziedzin życia, słabym ogniwem fotelików samochodowych …. jest człowiek.
Ty.
Poświęć więc pół dnia swojego życia i pochyl się nad punktem 1 i 2. Dowiedz się, popytaj, przymierz, sprawdź. Poświęć kolejne pół godziny swojego czasu i przeczytaj instrukcję obsługi. Powtórz montaż krok po kroku. Poćwicz kilka razy. Naucz się. Fotel mógłby mieć i milion gwiazdek, ale źle zamontowany, nic nie jest wart. I w końcu, poświęć ostatnie pół minuty i dobrze usadź i prawidłowo zapnij swoje dziecko w fotelu.

#KochamZapinam

PS:Ja tak o fotelach bym mogła pisać jeszcze długo i długo. Interesuje Was to? Chcecie więcej?

podpis1

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

  1. Autor: Marta

    Odpowiedz

  2. Autor: Cwana Mama

    Odpowiedz

  3. Autor: Gosia

    Odpowiedz

  4. Autor: Iza

    Odpowiedz

  5. Autor: Kamatocy

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Obraz CAPTCHY

(wymagany)